Etykiety

czwartek, 30 lipca 2015

Westland Lynx, skala 1:72 - warsztat

Dla tych, co chcieli zobaczyć warsztat tego wiropłatu, publikuję komplet zdjęć, jakie wykonałem podczas budowy Westlanda.


Jak widać Na początku był chaos. ale z tego wszystkiego wyszła ciekawa maszynka, choć poszło na nią sporo szpachli. Jak to zawsze w modelach za parę złotych.


Tutaj w odróżnieniu do klejonej przeze mnie Cobry pomyślano i dużo lepiej zrealizowano belki płóz. Była również możliwość stworzenia wersji z podwoziem kołowym.

 

Tradycyjnie zacząłem od kokpitu. A kokpit w tym modelu jest bardzo biedny. Tablica przyrządów jako pozioma wklęsła (sic!) belka, bez jakiś zegarów, czy czegokolwiek. Aż prosiło się o jakiś zestaw waloryzujący, ale jako, że i tak mało co widać przez szybkę odpuściłem to sobie. 


Kadłub miał w miarę dobre spasowanie, jednak wymagał zaszpachlowania.  Mimo to wielokrotnie używałem taśmy do sprawdzenia, zanim części kleiłem ze sobą.


W czasie pracy nad wnętrzem ograniczyłem się tylko do malowania środka. 


Użyłem ciemnego odcienia z Pactry, lecz w różnym rozcieńczeniem, przez co wyszła taka jakby modulacja. 


Tutaj już po sklejeniu. Na pewno popełniłem błąd przy wklejaniu szybek z jednej strony. mimo wszystko trochę zrobiłem to za późno, należało to zrobić PRZED sklejeniem połówek kadłuba. 


Mimo wszystko nadal potrzebna była tona szpachli. 


Tutaj już z wklejonym wnętrzem. 


Szpachla, paaanie, tony szpachli. 


Tutaj natomiast już po szlifowaniu. Cały proces szpachla-pilnik-szpachla-papier ścierny był bardzo żmudny. 


W tym momencie miałem dylemat czy szpachlować, czy nie. Szybki "risercz" w internecie i wyszło, że to wloty powietrza. 


Mimo wszystko trochę są mało wyraźne. 


Dalej było już tylko szlifowanko. 


To mi się nie podobało, później była znów szpachla.. 


Przymiarka szyby na sucho. 


Z nią był też problem, szczególnie przy maskowaniu. Bardzo brakowało mi masek do tego modelu. 


 Szybka porysowana przy dociskaniu i klejeniu. Choć mimo wszystko i tak okna były słabej jakości.


Spotkałem się z zarzutami jakoby ogon opadał. Faktycznie.


Jak jednak widać na zdjęciu prawdziwego prototypu, tak faktycznie było.


Tak poradziłem sobie z oszkleniem. 


Przy okazji już po skończeniu prac nad modelem okazało się, że górne wypukłości też miały zostać zamaskowane. 


Podkład naniosłem Sprayem z puszki. Czarny odcień do malowania samochodów. Choć z tym trzeba uważać i czekać najlepiej dzień albo dwa, żeby farba całkiem wyschła. 


Boczne okienka zakryłem przed malowaniem maskolem, co później miało się na mnie zemścić. 


Po wykryciu niedoskonałości na górze kadłuba jeszcze raz to miejsce zeszlifowałem i ponownie zamalowałem już farbą z aero. 



Tutaj po naniesieniu drugiego koloru kamuflażu. 


Nie miałem dokładnie tego odcienia, dlatego jako najbardziej zbliżonej barwy użyłem Pactry A29


Później naniosłem jeszcze drobne poprawki oboma kolorami. 


Pomalowałem ogonowy wirnik, w miejscach kalkomanii nałożyłem lakier błyszczący i płyny pod i na kalki. Na sam koniec nałożyłem przy pomocy aerografu matowy lakier ( choć dla testów, bo prawdziwy prototyp był błyszczący). i przymocowałem główne śmigła. 


Niestety po nałożeniu na całość matowego lakieru z Tamki, okolice kalkomanii otrzymały biały nalot. Na pozostałych zdjęciach możecie obejrzeć efekt końcowy.

 
 
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz