Postanowiłem sobie skleić odrzutowca. W skali 1:72. W porównaniu do malutkiego F-16 w skali 1:144, ten będzie ogromny! Podobno kiedyś było to marzenie modelarzy. Dziś zupełnie nie zachwyca ani szczegółami, a po nostalgii został tylko pożółkły papier instrukcji. Będzie to walka. Walka jak z Cobrą i mam nadzieję, że efekt będzie lepszy albo chociażby porównywalny.
Jak wygląda pudełko każdy widzi. Grafika, pomięty karton. Kiedyś może zachwycało, dziś spotyka się już lepsze prezentacje frontów :)
3 Schematy malowania nie różniące się niczym szczególnym od siebie. Na uwagę zasługuje malowanie spodu na kolor aluminium. Pod kratkami napisałem sobie kolory Pactry jako odpowiedniki zapodanej przez producenta palety barw.
Schemat montażu. Części malutko, ale będzie co szlifować. Będę musiał również obciążyć przód - plasteliną, bądź ciężarkami wędkarskimi.
Widok na górę odrzutowca, wydechy i skrzydło.
Szczegóły są bardzo słabo widoczne.
Producent przewidział dwie wersje samolotu Mk7 i MK 9 różniące się od siebie posiadaniem przewodu do tankowania i odrębnymi dyszami wydechów.
Model posiada kilka drobniejszych części. oraz dwuczęściowy ogon.
Szkoda jedynie, że oddano tak mało szczegółów.
Podejrzewam, że podłużne części, przychodzące pod spód odrzutowca to dodatkowe zbiorniki paliwa, ale nie jestem jeszcze tego pewien.
Przewidziano również załogę, ale ze względu na tych brzydali wyślę ich na przymusowe wakacje na śmietnik.
Spód i koła. Brak tutaj otworów na zbiorniki, lecz są one na szczęście zaznaczone w środku - wystarczy tylko nawiercić.
Oszklenie raczej w standardzie.
Tym razem obędzie się bez ocen. Bo to stary kit, bo tani, bo dla początkujących, bo ma nadlewy, bo to, bo tamto :)
Etykiety
- 1:100 (4)
- 1:35 (11)
- 1:48 (9)
- 1:72 (81)
- 1:76 (7)
- Airfix (12)
- Festiwale Modelarskie (2)
- Filmy (8)
- Flames of War (4)
- Historia (17)
- Italeri (11)
- Plastyk (9)
- Poradnik (5)
- RPM (5)
- Recenzja (24)
- Tamyia (6)
- Uni Models (1)
- Wrzesień 1939 (36)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą unbox. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą unbox. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 23 lutego 2015
wtorek, 4 listopada 2014
Lockheed F-16-C, Revell skala 1:144
Po FlaKu wybrałem coś na rozluźnienie, co ma mało części i oczywiście samolot. Tym razem po raz pierwszy na moim blogu w skali 1:144 legendarny, przez niektórych nazywany najlepszym myśliwcem: odrzutowiec F-16 w wersji C. Wypraski mają już swój wiek, choć nie są znów aż tak stare, bo pochodzą z roku 1998. Najnowsze wydanie tego samolotu z Revella datowane jest na rok 2012.
Pudełko ma świetną grafikę, która przedstawia malowanie z okazji 79 rocznicy.
Z tyłu natomiast znaleźć można reklamy innych modeli tej samej firmy. Moją uwagę przykuł Lippisch wydany w skali 1:48 niedostępny już niestety w sprzedaży.
Tak wygląda zawartość pudełka. Całość to około 36 części z czego kilka odpada w tej wersji, a ja zdecydowałem się wykonać samolot będący w powietrzu, dlatego odpadło jeszcze wysuwane podwozie.
Tutaj porównanie skal. Po lewej 1:72, po prawej 1:144. Dlatego najczęstszą formą używania mniejszej skali są gry bitewne, ponieważ modeliki w tej skali są bardzo tanie ( 10-20 zł góra) i można z nich tworzyć gotowe oddziały lotnicze, składające się z kilku-kilkunastu sztuk.
Tutaj niepełne podwozie, nie obyło się bez szlifowania, jednak nie chciałem tutaj używać szpachli bowiem przy tej skali przydałaby się płynna szpachlówka nakładana cieniutkim pędzlem. Spasowanie jest w miarę dobre, ale jest sporo nadlewów, co jest bardzo uciążliwe przy tak malutkich częściach. Należy również uważać z klejem, łatwo bowiem nawet malutką kropką podaną z igły pobrudzić dany element. Przyda się również dobre oświetlenie oraz dobra pęseta.
Po malowaniu szarym ( Uniform Grey z domieszką jasnej szarości od spodu i zwykły bez domieszek na górne płaty i korpus) wkleiłem oszklenie oraz przygotowałem podstawkę. Tą ostatnią wykonałem malując czarnym sprejem płytkę foto-trawioną, którą wykonaliśmy kiedyś podczas moich studiów na elektronice.
Na twardym, ale dosyć formowalnym drucie umieszczę samolot, który ma przedstawiać F-16 w locie. Na podstawkę naniosę drukowany napis na białym tle z nazwą modelu.
W przyszłości tą samą płytkę użyję do innych modeli w tej samej skali prawdopodobnie również odrzutowców. Dla tych, którzy są wygodni pozostaje możliwość kupienia gotowej podstawki o wartości od kilku do kilkunastu złotych, choć ja osobiście polecam wykonać ją samodzielnie z gotowych półproduktów.
Spód po zamknięciu włazów na podwozie. Całość już pomalowana ostatecznym odcieniem.
Aby jednak wszystko było zgodne z malowaniem ( choć trochę) postanowiłem rozjaśnić osłonę radaru (dziób) oraz ogon.
Jest to mieszanka białego koloru i uniform grey z palety AP. Pozostał jeszcze wydech samolotu, o ile się nie mylę to chodzi o dyszę wylotową, Tą część pomaluję na czarno, doczepię rakiety po obu stronach skrzydeł i naniosę kalkomanie.
Na oszkleniu powinien znajdować się czarny pasek w 2/3 długości względem dzioba samolotu, lecz ja postanowiłem go nie malować. Dodatkowo powinno się również krawędzie oszklenia, które przylegają do kadłuba, jednak o tym zorientowałem się dopiero po jego przyklejeniu. Jednak chcę nadmienić, że ten element pasował do reszty idealnie, za co należy się producentowi pochwała.
Na koniec jeszcze zdjęcie samolotu, który zrealizowaniem jest replika, którą wykonuję.
Widać, że uzbrojono go po zęby, ja jednak przyczepię mu tylko rakiety.
Pudełko ma świetną grafikę, która przedstawia malowanie z okazji 79 rocznicy.
Z tyłu natomiast znaleźć można reklamy innych modeli tej samej firmy. Moją uwagę przykuł Lippisch wydany w skali 1:48 niedostępny już niestety w sprzedaży.
Tak wygląda zawartość pudełka. Całość to około 36 części z czego kilka odpada w tej wersji, a ja zdecydowałem się wykonać samolot będący w powietrzu, dlatego odpadło jeszcze wysuwane podwozie.
Tutaj porównanie skal. Po lewej 1:72, po prawej 1:144. Dlatego najczęstszą formą używania mniejszej skali są gry bitewne, ponieważ modeliki w tej skali są bardzo tanie ( 10-20 zł góra) i można z nich tworzyć gotowe oddziały lotnicze, składające się z kilku-kilkunastu sztuk.
Tutaj niepełne podwozie, nie obyło się bez szlifowania, jednak nie chciałem tutaj używać szpachli bowiem przy tej skali przydałaby się płynna szpachlówka nakładana cieniutkim pędzlem. Spasowanie jest w miarę dobre, ale jest sporo nadlewów, co jest bardzo uciążliwe przy tak malutkich częściach. Należy również uważać z klejem, łatwo bowiem nawet malutką kropką podaną z igły pobrudzić dany element. Przyda się również dobre oświetlenie oraz dobra pęseta.
Po malowaniu szarym ( Uniform Grey z domieszką jasnej szarości od spodu i zwykły bez domieszek na górne płaty i korpus) wkleiłem oszklenie oraz przygotowałem podstawkę. Tą ostatnią wykonałem malując czarnym sprejem płytkę foto-trawioną, którą wykonaliśmy kiedyś podczas moich studiów na elektronice.
Na twardym, ale dosyć formowalnym drucie umieszczę samolot, który ma przedstawiać F-16 w locie. Na podstawkę naniosę drukowany napis na białym tle z nazwą modelu.
W przyszłości tą samą płytkę użyję do innych modeli w tej samej skali prawdopodobnie również odrzutowców. Dla tych, którzy są wygodni pozostaje możliwość kupienia gotowej podstawki o wartości od kilku do kilkunastu złotych, choć ja osobiście polecam wykonać ją samodzielnie z gotowych półproduktów.
Spód po zamknięciu włazów na podwozie. Całość już pomalowana ostatecznym odcieniem.
Aby jednak wszystko było zgodne z malowaniem ( choć trochę) postanowiłem rozjaśnić osłonę radaru (dziób) oraz ogon.
Jest to mieszanka białego koloru i uniform grey z palety AP. Pozostał jeszcze wydech samolotu, o ile się nie mylę to chodzi o dyszę wylotową, Tą część pomaluję na czarno, doczepię rakiety po obu stronach skrzydeł i naniosę kalkomanie.
Na oszkleniu powinien znajdować się czarny pasek w 2/3 długości względem dzioba samolotu, lecz ja postanowiłem go nie malować. Dodatkowo powinno się również krawędzie oszklenia, które przylegają do kadłuba, jednak o tym zorientowałem się dopiero po jego przyklejeniu. Jednak chcę nadmienić, że ten element pasował do reszty idealnie, za co należy się producentowi pochwała.
Na koniec jeszcze zdjęcie samolotu, który zrealizowaniem jest replika, którą wykonuję.
Widać, że uzbrojono go po zęby, ja jednak przyczepię mu tylko rakiety.
niedziela, 19 października 2014
20mm Flak 38, Tamiya skala 1:35 inbox
W przerwach pomiędzy malowaniem kolejnych figurek będę kleił oto takie działko Flaka, które zakupiłem od innego modelarza za niską kwotę.
Szybki rekonesans wykazał, że jest to model z końcówki lat siedemdziesiątych! Co potwierdziła również data wytłoczona na wyprasce:
Co ciekawe mimo 36 lat części odlano niemal idealnie! Nadlewów ciężko jest się doszukać, detale zostały bardzo ładnie odwzorowane. Dzisiejsi producenci, mogą uczyć się od tej firmy jak produkować modele. Nie bez powodu istnieje dosyć spora grupa modelarzy, którzy kleją wyłącznie modele Tamiyowskie.
Z tyłu pudła pokazano 3 schematy malowania oraz możliwość usadowienia działka na różnych pojazdach ( zapewne będzie kompatybilne z innymi modelami tego samego producenta).
Nawet na brzegach zagięć kartonu nie widocznych gołym okiem umieszczono dwie dodatkowe opcje. Pomysłowość Japończyków nie zna granic. Maksymalnie wykorzystali powierzchnię lakierowaną pudełka :)
Oto zawartość. Dwie ramki, instrukcja harmonijkowa oraz malutkie kalkomanie.
Pierwsza zawiera wszystko związane z działem - jego podstawa, osłona, mechanizmy oraz samo uzbrojenie. Dosłownie nie ma się do czego przyczepić. Ze względu na dużą skalę nie będzie tutaj problemu z łamaniem się (mam nadzieję) części, który często występuje w modelach o dużo mniejszych rozmiarach.
Wątpliwości mogą budzić niektóre łączenia części z ramką. Nieuważni modelarze mogą uciąć za dużo. Dlatego warto spojrzeć do instrukcji zanim przystąpimy do wycinania elementów.
Warto również zainwestować w jakieś dobre figurki, które można posadzić na tej sporej podstawie. Niestety w tym zestawie zabrakło obsługi działa.
Zachowano fakturę powierzchni, nawet nie trzeba korzystać z elementów fototrawionych :)
Samo działko również odlano w ładny sposób, a dla bardziej wybrednych jest (podobno, bo nie sprawdzałem tej informacji) odlew metalowy do zakupienia oddzielnie.
Druga ramka to podwozie - nadkola z kołami i reszta części.
Nie zapomniano oczywiście o amortyzatorach. Wydają się wielkie w porównaniu np do tych w mniejszej skali.
Do samych kół nie mam również żadnych zastrzeżeń.
Kartonik kalkomanii. W zależności od wybranego schematu malowania.
Instrukcja wykonana jest w pełni profesjonalnie. Na pierwszej stronie widnieją opisy historyczne w języku niemieckim i angielskim.
Część miejsca poświęcono na reklamę innych modeli z Tamiyii.
Duży plus i wielkie ułatwienie to zdjęcia prawdziwego wykonanego już modelu. Z pewnością jest to duża pomoc szczególnie dla początkujących.
Na końcu gotowy model wykonany przez producenta.
Wszystko, co przedstawił japoński producent pokazuje jego podejście do każdego detalu i części. Mimo wiekowego plastiku, Tamiya pokazuje tutaj klasę, której trudno szukać w modelach za 10-20 zł. Sprawdza się stara prawda, że czasem lepiej dopłacić, niż kupić badziewie. I co najlepsze dziś można ten model nadal kupić za jedyne 40 zł. Polecam.
Szybki rekonesans wykazał, że jest to model z końcówki lat siedemdziesiątych! Co potwierdziła również data wytłoczona na wyprasce:
Co ciekawe mimo 36 lat części odlano niemal idealnie! Nadlewów ciężko jest się doszukać, detale zostały bardzo ładnie odwzorowane. Dzisiejsi producenci, mogą uczyć się od tej firmy jak produkować modele. Nie bez powodu istnieje dosyć spora grupa modelarzy, którzy kleją wyłącznie modele Tamiyowskie.
Z tyłu pudła pokazano 3 schematy malowania oraz możliwość usadowienia działka na różnych pojazdach ( zapewne będzie kompatybilne z innymi modelami tego samego producenta).
Nawet na brzegach zagięć kartonu nie widocznych gołym okiem umieszczono dwie dodatkowe opcje. Pomysłowość Japończyków nie zna granic. Maksymalnie wykorzystali powierzchnię lakierowaną pudełka :)
Oto zawartość. Dwie ramki, instrukcja harmonijkowa oraz malutkie kalkomanie.
Pierwsza zawiera wszystko związane z działem - jego podstawa, osłona, mechanizmy oraz samo uzbrojenie. Dosłownie nie ma się do czego przyczepić. Ze względu na dużą skalę nie będzie tutaj problemu z łamaniem się (mam nadzieję) części, który często występuje w modelach o dużo mniejszych rozmiarach.
Wątpliwości mogą budzić niektóre łączenia części z ramką. Nieuważni modelarze mogą uciąć za dużo. Dlatego warto spojrzeć do instrukcji zanim przystąpimy do wycinania elementów.
Warto również zainwestować w jakieś dobre figurki, które można posadzić na tej sporej podstawie. Niestety w tym zestawie zabrakło obsługi działa.
Zachowano fakturę powierzchni, nawet nie trzeba korzystać z elementów fototrawionych :)
Samo działko również odlano w ładny sposób, a dla bardziej wybrednych jest (podobno, bo nie sprawdzałem tej informacji) odlew metalowy do zakupienia oddzielnie.
Druga ramka to podwozie - nadkola z kołami i reszta części.
Nie zapomniano oczywiście o amortyzatorach. Wydają się wielkie w porównaniu np do tych w mniejszej skali.
Do samych kół nie mam również żadnych zastrzeżeń.
Kartonik kalkomanii. W zależności od wybranego schematu malowania.
Instrukcja wykonana jest w pełni profesjonalnie. Na pierwszej stronie widnieją opisy historyczne w języku niemieckim i angielskim.
Część miejsca poświęcono na reklamę innych modeli z Tamiyii.
Duży plus i wielkie ułatwienie to zdjęcia prawdziwego wykonanego już modelu. Z pewnością jest to duża pomoc szczególnie dla początkujących.
Na końcu gotowy model wykonany przez producenta.
Wszystko, co przedstawił japoński producent pokazuje jego podejście do każdego detalu i części. Mimo wiekowego plastiku, Tamiya pokazuje tutaj klasę, której trudno szukać w modelach za 10-20 zł. Sprawdza się stara prawda, że czasem lepiej dopłacić, niż kupić badziewie. I co najlepsze dziś można ten model nadal kupić za jedyne 40 zł. Polecam.
piątek, 19 września 2014
Pojedynek: Messerschmitt BF 109 G-6 Airfix vs. Italeri
Na początku tego roku dokonałem zakupu kilkunastu modeli, o czym pisałem tutaj i tutaj . Jak widać na zdjęciach z tamtych postów, dwa samoloty się powtórzyły: wodnosamolot i Messer. Jednak właśnie ten drugi zakupiłem przez nieuwagę ( wyszedłem z założenia, że nie będę dublować sobie konstrukcji na półce) i ze względu na jego przecenę.
Porównanie pudełek. Italeri wyraźnie większe, ze względu na większą o 10 liczbę części. Obie grafiki są efektowne.
ITALERI
Zaczynamy od większego pudła. Dwie duże wypraski. Na jednej skrzydła, na drugiej elementy wnętrza i bryły kadłuba.
Linie podziału nie są głębokie, ale raczej delikatne.
Reszta części jest wykonanych dosyć starannie, nie ma też wielu nadlewów.
Nie oszczędzano również na uzbrojeniu.
Cała bryła jest ucięta na ogonie, który klei się osobno z 6 części.
Oszklenie podzielono na 3 części, oferując możliwość jego otwarcia przy klejeniu.
Kalkomania oferuje oznaczenie dla kilku krajów: Finlandia, Szwajcaria i oczywiście III Rzesza. Spory kartonik zawiera bardzo dużo oznaczeń, jakościowo podobnych do tych zawartych w Corsarzu, którego kleiłem pół roku temu.
Instrukcja trzyma czytelny poziom, podobnie jak ta dedykowana dla wspomnianego pirata.
Budowa przebiega raczej standardowo, jak dla reszty tego typu samolotów. Podwozie składa się z trzech części, śmigło z czterech.
Na koniec zostawiłem schematy malowania - jest ich łącznie 5. Numery farb podano z palety Model Master. Tutaj niestety wszystko jest słabo czytelne. Mnogość odcieni i brak numerów na samych schematach utrudnia albo wręcz uniemożliwia ich identyfikację. Jednak w dobie internetu nie jest to aż taka wada. Szkoda jednak, że pożałowano tutaj koloru. Jedynie na odwrocie pudełka znajdziemy dwa malowania w kolorze.
AIRFIX
Czerwoni proponują wąskie pudełeczko i ogólnie rozdrobnienie.
Całość umieszczono na mniejszych ramkach grupując odpowiednio: kadłub i skrzydła/dolny płat, śmigło/reszta drobnych części.
Linie podziału ponownie są głębokie, ale jest ich więcej i są głębsze.
Śmigło odlano w całości, jedynie kołpak jest w innej części. Podobnie jest z budową ogona - zredukowano go do wklejania stateczników poziomych. To spowodowało zredukowanie części i uproszczenie całości.
Reszta części to raczej ich odpowiedniki do tych u konkurencji. Całość jest bardzo podobna, jedyne różnice można znaleźć w szczegółach ( które jak wiemy często decydują o atrakcyjności całości).
Co mnie zaskoczyło to obecność pilota. Mimo jednak pozytywnego pierwszego wrażenia tego, że jest, to poza tym nie reprezentuje się jakoś specjalnie zachęcająco. Jakością raczej jest zbliżony do pilotów mojego Marylandu z Plastyka.
Części wydaje się dużo, ale niektóre z nich nie wejdą w skład gotowego modelu, ale o tym za chwilę
Dwa oszklenia do wyboru. Brak możliwości otwarcia kabiny bez ingerencji noża.
Kalkomanie dla trzech krajów: Finlandia, Włochy i oczywiście Niemcy.
Wspomniałem, że części jest mniej i nie wszystkie zostaną wykorzystane: producent dał możliwość wybrania np. rodzaju uzbrojenia, czy oszklenia.
Trzy schematy malowania: Italeri ma się czego uczyć - można wydrukować tą część instrukcji w kolorze? Airfix udowadnia, że można.
Podsumowanie
Airfix jest bardziej szczegółowy, ale wymaga mniej pracy, z kolei jak już wspomniałem Italeri wymaga od modelarza klejenia ogona samolotu z kilku części. Ostatecznie wydaje się, że rozmiarami oba modele będą prawie identycznie, jednak z ostatecznym werdyktem w tej materii powstrzymam się do czasu ich sklejenia. Czerwoni postawili na głębsze linie podziału, ale z drugiej strony ich pudełko oferuje mniej części, do tego pozostawiono modelarzowi wybór w niektórych miejscach ( choć oszklenie można otworzyć tylko u konkurencji). Pomimo dodania pilota, nie robi on oszałamiającego wrażenia, wręcz jego jakość jest żałosna.
Italeri z kolei oferuje nieco mniejszą szczegółowość, ale ostatecznie wypada nieco lepiej od Brytyjczyków. Możliwość otwarcia oszklenia, więcej kalkomanii, odlanie części przyrządów we wnętrzu kadłuba przemawiają za tym, że jest to produkcja bardziej udana. Nawet plastik jest bardziej trwały. Dodatkowo nie ośmieszono się dodając figurkę pilota, która tylko go przypomina.
Na koniec kilka słów o cenie, która jest bardzo podobna w przypadku obu Messerschmittów i wynosi około 30 zł. Czy są jakieś alternatywy? Jak zawsze są. Polskie alternatywy to Plastyk i Master Hobby/Mister Hobby, które kosztują 13-20 zł. Hobby Boss proponuje wersję wczesną i późną w cenie 21 zł. Te alternatywy są jednak bardzo ubogie i dużo gorsze od obu modeli ( wyjątkiem choć tylko minimalnym jest HB) i posiadającą bardzo mało elementów. A co powyżej 30 zł? Ładny Academy za 35 zł. W tej samej kwocie kupimy AZ-Model, który tego samego modelu udostępnia kilka wersji, lecz z ubogim zestawem kalek. Dla bardziej wymagających czeka Hasegawa w cenie 86 zł, ale to już zupełnie inna półka jakościowa modeli. Popularna Tamiya oferuje tylko wersję E i to w malowaniu dla 3 Rzeszy ( kalkomanie to tylko krzyże plus drobne napisy), cena około 40 zł. Wszystkie wartości zostały zaczerpnięte z katalogu sklepu internetowego Moje Hobby (http://www.mojehobby.pl/).
Porównanie pudełek. Italeri wyraźnie większe, ze względu na większą o 10 liczbę części. Obie grafiki są efektowne.
ITALERI
Zaczynamy od większego pudła. Dwie duże wypraski. Na jednej skrzydła, na drugiej elementy wnętrza i bryły kadłuba.
Linie podziału nie są głębokie, ale raczej delikatne.
Reszta części jest wykonanych dosyć starannie, nie ma też wielu nadlewów.
Nie oszczędzano również na uzbrojeniu.
Cała bryła jest ucięta na ogonie, który klei się osobno z 6 części.
Oszklenie podzielono na 3 części, oferując możliwość jego otwarcia przy klejeniu.
Kalkomania oferuje oznaczenie dla kilku krajów: Finlandia, Szwajcaria i oczywiście III Rzesza. Spory kartonik zawiera bardzo dużo oznaczeń, jakościowo podobnych do tych zawartych w Corsarzu, którego kleiłem pół roku temu.
Instrukcja trzyma czytelny poziom, podobnie jak ta dedykowana dla wspomnianego pirata.
Budowa przebiega raczej standardowo, jak dla reszty tego typu samolotów. Podwozie składa się z trzech części, śmigło z czterech.
Na koniec zostawiłem schematy malowania - jest ich łącznie 5. Numery farb podano z palety Model Master. Tutaj niestety wszystko jest słabo czytelne. Mnogość odcieni i brak numerów na samych schematach utrudnia albo wręcz uniemożliwia ich identyfikację. Jednak w dobie internetu nie jest to aż taka wada. Szkoda jednak, że pożałowano tutaj koloru. Jedynie na odwrocie pudełka znajdziemy dwa malowania w kolorze.
AIRFIX
Czerwoni proponują wąskie pudełeczko i ogólnie rozdrobnienie.
Całość umieszczono na mniejszych ramkach grupując odpowiednio: kadłub i skrzydła/dolny płat, śmigło/reszta drobnych części.
Linie podziału ponownie są głębokie, ale jest ich więcej i są głębsze.
Śmigło odlano w całości, jedynie kołpak jest w innej części. Podobnie jest z budową ogona - zredukowano go do wklejania stateczników poziomych. To spowodowało zredukowanie części i uproszczenie całości.
Reszta części to raczej ich odpowiedniki do tych u konkurencji. Całość jest bardzo podobna, jedyne różnice można znaleźć w szczegółach ( które jak wiemy często decydują o atrakcyjności całości).
Co mnie zaskoczyło to obecność pilota. Mimo jednak pozytywnego pierwszego wrażenia tego, że jest, to poza tym nie reprezentuje się jakoś specjalnie zachęcająco. Jakością raczej jest zbliżony do pilotów mojego Marylandu z Plastyka.
Części wydaje się dużo, ale niektóre z nich nie wejdą w skład gotowego modelu, ale o tym za chwilę
Dwa oszklenia do wyboru. Brak możliwości otwarcia kabiny bez ingerencji noża.
Kalkomanie dla trzech krajów: Finlandia, Włochy i oczywiście Niemcy.
Wspomniałem, że części jest mniej i nie wszystkie zostaną wykorzystane: producent dał możliwość wybrania np. rodzaju uzbrojenia, czy oszklenia.
Trzy schematy malowania: Italeri ma się czego uczyć - można wydrukować tą część instrukcji w kolorze? Airfix udowadnia, że można.
Porównanie brył kadłuba
Podsumowanie
Airfix jest bardziej szczegółowy, ale wymaga mniej pracy, z kolei jak już wspomniałem Italeri wymaga od modelarza klejenia ogona samolotu z kilku części. Ostatecznie wydaje się, że rozmiarami oba modele będą prawie identycznie, jednak z ostatecznym werdyktem w tej materii powstrzymam się do czasu ich sklejenia. Czerwoni postawili na głębsze linie podziału, ale z drugiej strony ich pudełko oferuje mniej części, do tego pozostawiono modelarzowi wybór w niektórych miejscach ( choć oszklenie można otworzyć tylko u konkurencji). Pomimo dodania pilota, nie robi on oszałamiającego wrażenia, wręcz jego jakość jest żałosna.
Italeri z kolei oferuje nieco mniejszą szczegółowość, ale ostatecznie wypada nieco lepiej od Brytyjczyków. Możliwość otwarcia oszklenia, więcej kalkomanii, odlanie części przyrządów we wnętrzu kadłuba przemawiają za tym, że jest to produkcja bardziej udana. Nawet plastik jest bardziej trwały. Dodatkowo nie ośmieszono się dodając figurkę pilota, która tylko go przypomina.
Na koniec kilka słów o cenie, która jest bardzo podobna w przypadku obu Messerschmittów i wynosi około 30 zł. Czy są jakieś alternatywy? Jak zawsze są. Polskie alternatywy to Plastyk i Master Hobby/Mister Hobby, które kosztują 13-20 zł. Hobby Boss proponuje wersję wczesną i późną w cenie 21 zł. Te alternatywy są jednak bardzo ubogie i dużo gorsze od obu modeli ( wyjątkiem choć tylko minimalnym jest HB) i posiadającą bardzo mało elementów. A co powyżej 30 zł? Ładny Academy za 35 zł. W tej samej kwocie kupimy AZ-Model, który tego samego modelu udostępnia kilka wersji, lecz z ubogim zestawem kalek. Dla bardziej wymagających czeka Hasegawa w cenie 86 zł, ale to już zupełnie inna półka jakościowa modeli. Popularna Tamiya oferuje tylko wersję E i to w malowaniu dla 3 Rzeszy ( kalkomanie to tylko krzyże plus drobne napisy), cena około 40 zł. Wszystkie wartości zostały zaczerpnięte z katalogu sklepu internetowego Moje Hobby (http://www.mojehobby.pl/).
Subskrybuj:
Posty (Atom)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)

